Zbyt często ignorujemy Suzuki. Wińmy geografię. Wińmy przepisy dotyczące emisji. Albo zwalić winę na to, że ostatni raz ich plakietki pojawiły się na amerykańskich salonach, kiedy dopiero zaczynałem karierę pod zupełnie innym nazwiskiem.
Ale reszta świata nie tęskni za naszą przeszłością. Na arenie globalnej scenariusz szybko się zmienia.
Czynnik indyjski
Indie są motorem wzrostu. Właściwie to jedyna rzecz, o której warto wspomnieć.
Kiedy w roku finansowym 2025 Suzuki sprzedało 3,32 miliona pojazdów, aż 1,86 miliona z nich trafiło bezpośrednio do najbardziej zaludnionego kraju świata. To ponad połowa całej ich działalności. Dokładnie 56 procent.
W skali globalnej sprzedaż wzrosła w ciągu ostatniego roku zaledwie o 2,4%. Umiarkowany wzrost. Ale firma nie planuje zwalniać tempa. W roku finansowym 2026 (który kończy się w marcu 2027 r.) Suzuki prognozuje gwałtowny wzrost o 7,1%. Ich celem jest łącznie 3,55 miliona przesyłek.
Agresywnie. Pewny siebie.
Powolna data ważności Honda
Oto Honda.
W tej chwili nadal technicznie wyprzedzają swojego konkurenta. Honda sprzedała 3,38 miliona pojazdów w roku finansowym 2024. Niewielkie zwycięstwo nad Suzuki wynoszącym około 60 000 sztuk. Ale ich trajektoria jest… powolna. Spadek o 8,9 proc. w porównaniu do roku poprzedniego.
Jeśli chodzi o rok budżetowy 2026? Honda spodziewa się jedynie mikroskopijnego wzrostu. Prawie płaska linia przy 3,39 miliona jednostek.
Dodaj liczby. 3,55 minus 3,39.
Jeśli te przewidywania okażą się słuszne – a w tej branży jest to duże jeśli – Suzuki wyprzedzi Hondę. Będzie to pierwszy raz w historii, gdy mniejsza japońska firma sprzeda więcej samochodów niż jej historyczny rywal. Dzięki temu spółka stanie się drugim co do wielkości producentem samochodów Suzuki Japan pod względem wolumenu.
„Nie robimy rzeczy, żeby stać się #… #… czekaj… #2… no cóż, zapomnij o części rankingowej…”
W rzeczywistości Prezydent Toshihiro Sukzuki próbował natychmiast odrzucić tę interpretację. W rozmowie z Nikkei Asia po opublikowaniu wyników finansowych powiedział, że celem nie jest ranking. Celem jest budowanie samochodów, które ludzie kochają. Rywalizacja o ożywienie rynku indyjskiego jest ważniejsza niż pokonanie Hondy.
Przyzwoita retoryka. Ale ignoruje rzeczywistość struktury akcjonariatu.
Cień Toyoty
Nie można mówić o Suzuki, nie wspominając o jego złotym spadochronie: Toyocie.
Największy na świecie producent samochodów posiada prawie 5 procent udziałów w Suzuki. Ta relacja pozwala Suzuki pozostać bogata w gotówkę i pomaga im zwiększać wolumen w sposób, którego Honda po prostu nie jest w stanie odtworzyć. To symbiotyczna mieszanina inżynierii odznak. Toyota w Europie? To RAV4 w owczej skórze. I bądźmy szczerzy, Honda grała w tę samą grę na innych rynkach, przyklejając swoje plakietki na podwoziu Suzuki ze względu na lokalny gust.
Podczas gdy Honda odwołuje projekty pojazdów elektrycznych i zastanawia się nad kolejnym posunięciem, Suzuki obstawia, w czym jest dobra. Wysoka głośność. Niskie kategorie cenowe. Partnerstwa strategiczne.
Toyota pozostanie nieuchwytna na pierwszym miejscu, sprzedając około 10,5 miliona sztuk (w tym Lexus). Nissan znajduje się tuż za czwartym miejscem z przewidywanymi 3,3 milionami. Ale drugie miejsce? Tutaj leży dramat.
Werdykt
Liczby sprzedaży to marność, prawda? Dopóki nie stanie się to rzeczywistością.
Restrukturyzacja Hondy przebiega nierównomiernie. Wydali mnóstwo pieniędzy na prototypy pojazdów elektrycznych, które ostatecznie poniosły fiasko, pozostawiając w oknie sprzedaży mniejszą liczbę samochodów w krytycznych przedziałach cenowych. Suzuki? Odnalazły swój rytm na rynkach wschodzących, gdzie panuje wrażliwość cenowa, a obawy dotyczące zasięgu akumulatorów jeszcze nie ustąpiły.
Szkoda, że USA pozostają dla marki miastem duchem. Po całym świecie pływa pięciodrzwiowy Jimny. Wygląda niesamowicie. Sprzedawałoby się tutaj jak świeże bułeczki, gdyby Suzuki mogło zbudować od podstaw sieć dealerską i dostosować się do naszych absurdalnych przepisów bezpieczeństwa.
Prawdopodobnie nie wrócą. Regulacyjne pole minowe jest zbyt strome w stosunku do marginesów, z których są zadowoleni gdzie indziej.
Więc obserwujemy. Czekamy. Zobaczymy, czy Suzuki będzie w stanie w końcu zamknąć gestalt w oparciu o swój odwieczny status młodszego partnera. A może jest to po prostu kolejna tymczasowa anomalia statystyczna, która zniknie w następnym kwartale.





















