Volkswagen „spala” przeszłość, aby odbudować przyszłość

0
19

100 000. Oto, ile miejsc pracy na całym świecie zostanie zlikwidowanych do 2030 roku.

Połowa z nich – 50 000 – zniknie w samych Niemczech.

Oliver Bloom, dyrektor generalny koncernu, nie kryje prawdziwego stanu rzeczy. Według niego jest to konieczność. Motoryzacyjny gigant redukuje rozmiary. Ostry.

Liczba modeli samochodów zostanie zmniejszona o 50%. Złożoność konstrukcji maszyny? O 75%. Firma odcina wszystko, co niepotrzebne.

Pamiętacie Porsche Taycan Sport Turismo? Nie ma go. Jetta? Wycofane w wielu regionach. Audi zamknęło już linie A1 i Q2. Wszystko.

Celem nie jest po prostu produkcja mniejszej liczby samochodów. Mówimy o wstrzymaniu pracy fabryk, które są obciążone tylko w połowie.

Redukcja produkcji

Do 2030 roku Volkswagen planuje produkować 9 milionów pojazdów rocznie. Ani 12. I nawet nie 10. Dokładnie 9.

Jest to spadek w porównaniu z najwyższym poziomem po Covid-19. Niemieckie fabryki pracują na poziomie około 75%. Nie są załadowane. Daleko od tego, co sugerowałyby sprawozdania finansowe.

Zamknięcie fabryk w Niemczech to nie tylko decyzja biznesowa. To jest wojna polityczna. Związki mają ogromną władzę. Są twarde. Są głośni. Urzędnicy rządowi nienawidzą publicznego zamykania przedsiębiorstw w swoich okręgach.

Ale Bloom ma już w głowie cztery konkretne fabryki, których nazw jeszcze nie ogłosił: Zwickau, Emden, Hanover i Neckarsulm.

Nie możemy znaleźć alternatywnych zastosowań dla tych czterech witryn. Kosztowały nas zbyt wiele.

„Zbyt drogie” to jedyny powód, który ma znaczenie w sprawozdaniach finansowych.

Czynnik chiński

Oto haczyk.

Volkswagen nie tylko dokonuje cięć. Patrzy na Wschód. W szczególności mówimy o produkcji chińskich samochodów w Europie.

Tak, dobrze to przeczytałeś.

Prawdopodobnie chiński identyfikator samochodu elektrycznego. ERA 9X zjedzie z linii produkcyjnych w Niemczech i innych krajach europejskich. Dlaczego? Ponieważ marże chińskich pojazdów elektrycznych są wyższe niż ich tradycyjnych silników spalinowych. Firma chce wykorzystać drogie i niewykorzystane moce produkcyjne do produkcji produktów, które faktycznie przynoszą zysk.

W rozmowie z Auto Express Bloom wspomniał o partnerstwie z chińskimi markami w Europie. Być może nie jest to jeszcze wspólne przedsięwzięcie. Stwierdził, że „nie ma” formalnych rozmów. Koncentruje się na własnych produktach.

Na razie.

Może pochwalić się także redukcją kosztów o 1 miliard dolarów w porównaniu z rokiem ubiegłym. Jako powód podaje porozumienia zawarte dwa lata temu. Ale jaki jest sens oszczędzania? Redukcje personelu. Do końca tego roku sama marka Volkswagen zwolni 18 tys. stanowisk pracy.

Żar

W leksykonie korporacyjnym nazywa się to „zmianą przeznaczenia”. Krótko mówiąc: myliliśmy się.

Firma chce skupić się na podstawowych produktach. O sprawach korzystnych dla klienta. Piękne zdanie. Ale w rzeczywistości oznacza to ujednolicenie całego procesu. Mniej platform. Jedna architektura oprogramowania. Zatrzymanie rozwoju systemów równoległych dla Audi, Porsche i VW. Trzeba wybrać jeden kierunek i podążać nim.

Dlaczego teraz? Amerykańskie cła są szkodliwe. Chińskie marki zalewają rynki tańszymi samochodami, wyposażonymi w bardziej zaawansowaną technologię. Sytuacja geopolityczna jest niestabilna.

W 2023 roku Thomas Schaffer powiedział, że dach się pali.

Teraz? Oznajmia, że ​​najgorsze już za nami. Ogień po prostu się tli.

Ale ogień nie ogranicza się już do jednej marki. To się rozprzestrzenia. Od Volkswagena po Audi i Porsche. Płomień znów się rozpala.

Zastanawiasz się: czy redukcja etatów jest sposobem na ugaszenie pożaru? A może to po prostu przerabianie miejsc na tonącym statku?

Być może chińskie samochody uratują sytuację.

Być może nie.

Kto wie?