Sytuacja jest teraz trudna. Ogromne straty w 2024. Duże cięcia w 2025. Trwałe zamknięcie siedmiu fabryk. Światowy gigant motoryzacyjny dosłownie krwawi.
Co zatem robi Nissan?
Buduje świątynię szybkości.
Postaw na Nismo
Tę wiadomość ogłosił dyrektor generalny Nismo, Yutaka Sanada. Otwarcie nowego Nismo Performance Centre w Melbourne? Nie wcześniej niż pod koniec 2024 r. I pod koniec 2026.
Będzie to jedno z pierwszych tego typu ośrodków poza Japonią.
Pomysł wydaje się niemal buntowniczy. Rozszerzaj obecność marki zorientowanej na wyniki w czasie, gdy spółka-matka odnotowuje 5,9% spadek sprzedaży na całym świecie. Podwoić dziedzictwo wyścigowe, ponieważ lokalna sprzedaż w Australii spadła o 21,6% i będzie nadal spadać do 2026 r.
Większość dyrektorów generalnych postępowałaby ostrożniej.
Sanada – nie.
„Szczerze mówiąc, te działania… mają charakter komercyjny, ale… wnoszą znaczący wkład w markę Nissan”.
Nie widzi tu żadnej sprzeczności. Widzi tożsamość. Czy kupując nudnego szarego hatchbacka naprawdę przejmujesz się tym, że producent wygrywał wyścigi czterdzieści lat temu? Być może nie. Musimy jednak przypominać o sobie naszym wiernym fanom. Inżynierowie. Tym, którzy kupują Z Nismo, żeby udowodnić, że dusza marki jeszcze nie umarła.
Czy to wystarczy, aby uratować markę?
Kto wie.
Ale Nismo nie jest już tylko naklejką. To jest centrum zysku. Wersje Nismo Patrol i Ariya pojawiają się na rynkach zagranicznych. Model Note Aura Nismo stanowi 20% sprzedaży całej linii Note na rynku krajowym. Nawet w Australii, gdzie wybór jest ograniczony, Z Nismo stanowi 10% całej sprzedaży modelu Z.
To już nie jest hobby niszowe. To jest realny dochód.
Ekspansja poza Melbourne
Plany są ambitne.
Do 2028 roku chcą wypuścić dziesięć globalnych modeli pod skrzydłami NMC – połączenia Nismo i działu tuningowego Autech. Planowane jest zwiększenie udziału biznesu zagranicznego z 40% do 60%. Docelowe przychody? Niebo i tylko niebo. Z 500 miliardów jenów do 1,2 biliona do 2032 roku.
To około 10,6 miliarda dolarów australijskich.
Melbourne to dopiero początek. Sydney również otrzyma własny oddział. Adelajda jest w planach. Brisbane. Nawet Auckland jest brane pod uwagę jako możliwy punkt obecności.
Czy w Australii pojawią się nowe opcje samochodów?
Jeszcze nie.
Steve Mylett, dyrektor zarządzający Nissan Oceania, nie próbuje argumentować, że pakiety tuningowe pomogą w sprzedaży bazowych wersji Qashqai. Mówi, że to mało prawdopodobne. Może. Ale potem wzrusza ramionami.
„To zaangażowanie publiczności”.
Nowi gracze na australijskim rynku przybywają z pieniędzmi i fabrykami. Ale nie mają za sobą czterdziestu lat blizn na torze wyścigowym. Nie mają historii, do której mogliby się odwołać. Nissan to ma.
Mylette twierdzi, że nadszedł czas, aby wykorzystać tę pasję. Wykorzystaj dziedzictwo, którego inni producenci po prostu nie mogą naśladować. To buduje lojalność wobec marki. Zajmuje się sprzedażą części zamiennych. Dzięki temu najbardziej oddani fani będą mieli włączone światła.
Plan naprawy jest mylący. Obejmuje to zamknięcia, zwolnienia i złą prasę.
Wiąże się to także z otwarciem salonu pachnącego spalinami i winylem, który mówi małej, ale pełnej pasji części rynku: „Nadal cię potrzebujemy”.
Czas pokaże, czy uda się w ten sposób uratować firmę. Ale to świetna strategia. Takiego, który opiera się na nadziei, a nie tylko na bilansach.
