Związek pomiędzy oponami z kolcami a asfaltem można opisać jako związek miłości i nienawiści. Miłość jest prawdziwa: gdy temperatura spada, a drogi stają się czarne, te maleńkie metalowe kolce wbijają się w powierzchnię z siłą, której zwykła guma po prostu nie jest w stanie wytrzymać. Pozostajesz na górskiej drodze. Nie skończysz w rowie. Fizyka jest niezaprzeczalna.
Nienawiść jest równie intensywna. Te same kolce są wrogami nawierzchni drogi. Przy każdym obrocie odrywają kawałki asfaltu, zamieniając gładkie autostrady w nawierzchnię z dziurami do lipca. Za naprawy płacisz wyższymi podatkami i gorszymi dojazdami. To jak zerwany kontrakt: bezpieczeństwo zimą, zniszczenie latem.
Wejdź do „świętego Graala” zimowej jazdy: opony, która w razie potrzeby sama się wbija. Potrzebujesz przyczepności na mokrym śniegu i błocie pośniegowym, ale potrzebujesz ciszy i osłony podczas dojazdów do pracy w suchą jesień. Pomysł ten nie dawał spokoju inżynierom od ponad dekady.
W 2009 roku firma Q Tyres zaprezentowała koncepcję przypominającą film szpiegowski. Sprężone powietrze wystrzeliło małe metalowe kolce z wnętrza bloków bieżnika. To było skuteczne. To było dowcipne. Okazało się jednak, że jest to także „produkt wirtualny” (vaporware). Projekt zniknął szybciej niż kadencja George’a Lazenby’ego w roli Jamesa Bonda. Nikt tego nie zbudował. Nikt tego nie wypuścił na rynek. Sen umarł w sali konferencyjnej.
Ale sny mają długą pamięć.
Na początku 2014 roku fińska firma Nokian Tyres postanowiła wrócić do tego ducha. Opublikowali film poświęcony 80. rocznicy wynalezienia opony zimowej. I pokazali prototyp, który rzeczywiście działał. Nie jest to samochód koncepcyjny. Nie grafika komputerowa. Prawdziwa opona.
Przycisk kolców… Albo i nie
Wersja Nokian nie wykorzystywała ciśnienia powietrza. Użyła mechanicznego spustu.
Wewnątrz bloków bieżnika opony usuwa się małe stalowe kolce, które są zlicowane z powierzchnią. Gdy warunki się pogorszą, kierowca uruchamia mechanizm. Kolce się rozciągają. Opona ulega przemianie. Zachowuje się dokładnie jak tradycyjna opona z kolcami, zapewniając krytyczną przyczepność na lodzie. Kiedy drogi będą czyste, cofasz kolce. Opona staje się oponą zimową o wysokich osiągach, bez kolców.
Brzmi zbyt prosto. Tak właśnie powinno być.
Wyzwanie inżynieryjne nie dotyczyło tylko samych kolców. Była w ich budynku. Potrzebujesz dętki wystarczająco mocnej, aby wytrzymać ogromne siły odśrodkowe powstające w oponie obracającej się z prędkością 100 km/h bez eksplozji. Chcesz systemu wysuwanego, który się nie zacina. Potrzebujesz sposobu na usunięcie kolców bez pozostawiania zanieczyszczeń w mechanizmie. A wszystko to trzeba zrobić bez dodawania tak dużej masy, aby opona stała się nieporęczna.
Prototyp firmy Nokian udowodnił, że koncepcja jest wykonalna. Kolce rozciągały się niezawodnie. Trzymano je pod obciążeniem. Posprzątali czysto. Na nagraniu widać samochód jadący po lodzie z kolcami wbijającymi się w powierzchnię, a następnie jadący po suchej nawierzchni z usuniętymi kolcami. Było cicho. To było bezpieczne. To było możliwe.
Dlaczego więc ich nie ma?
Złożoność produkcji. Cena. Problemy z niezawodnością po tysiącach cykli. Akceptacja konsumentów. Rynek opon zimowych jest ogromny, ale jednocześnie wrażliwy na cenę. Dodanie układu mechanicznego do każdej opony znacznie zwiększa koszty produkcji. Kto płaci za wygodę? Kierowca, który od czasu do czasu napotyka gołoledź, czy menadżer floty próbujący obniżyć koszty operacyjne?
Film opublikowany przez firmę Nokian pokazał opony, które podejrzanie przypominają opony zimowe do SUV-ów Hakkapeliitta 8 z kolcami. Ale z jedną różnicą. Kolce nie są mocno przymocowane. Są zlicowane z powierzchnią gumy. Nie są widoczne, dopóki nie są potrzebne.
Naciśnij przycisk, gdy zacznie padać śnieg. Wysuwają się sztywne metalowe kołki. Na wszystkich czterech oponach. Jednocześnie.
Brzmi jak scena z filmu o Jamesie Bondzie. Ale to nieprawda.
Witryna Nokian mówi to grzecznie. Mówi się, że „wyjątkowa koncepcja stadnin może pewnego dnia stać się rzeczywistością”. To korporacyjny eufemizm oznaczający „nie”. Firma nie pokazuje mechanizmu. Żadnych schematów. Brak rysunków patentowych. Tylko przycisk i obietnica.
Co więc jest w środku? Musimy zgadnąć. Może małe myszki na bieżniach. Zasilany przez Dramamine, aby wytrzymać przeciążenie. Sygnał aktywowany w celu wyrzucenia kręgli. Jest to wiarygodne wyjaśnienie, biorąc pod uwagę brak szczegółów technicznych.
Jeśli ten obraz Ci przeszkadza — lub jeśli naprawdę chcesz opon, które działają w tej chwili — istnieją inne opcje.
Obwody: alternatywa analogowa
Łańcuchy to opcja sprawdzona w czasie. Nadal pracują. Okopują się. Trzymają się.
Ale nie są one automatyczne. Nie naciskasz przycisku. Wychodzisz na zimno. Bawisz się metalowymi ogniwami. Masz nadzieję, że pamiętasz, jak to zrobić z 2012 roku.
Żadnych wytrenowanych myszy. Żadnych ukrytych mechanizmów. Tylko fizyka i tarcie.
Prawdziwe opony zimowe
Jeśli nie chcesz technologii szpiegowskiej, która nigdy nie wyjdzie z laboratorium, spójrz na to, co jest w promocji.
Nokian sprzedaje Hakkapeliitta 8. To sprawdzona opona z kolcami. Kolce zawsze wystają. Zawsze. Zużywają się. Należy je wymienić. Ale zapewniają przyczepność.
Istnieją również ćwiekowane zamienniki innych producentów. I bezkolcowe opony zimowe z zaawansowanymi wzorami lameli. Nie wyprowadzają się. Nie są aktywowane. Po prostu działają.
Przycisk na filmie to przynęta. Demonstracja. Roztargnienie.
Opony, które kupisz jutro, nie będą miały tego przycisku. Będą gumowe. I krzemionka. Wzór bieżnika zaprojektowany z myślą o odprowadzaniu wody i przyczepności do lodu.
Czy jest mniej ekscytujące? Tak.
Czy zabierze cię do domu? Tak też.
Czasami najbardziej zaawansowana technologia to ta, która nie wymaga użycia myszy. Lub aktualizacje oprogramowania. Lub przycisk, który nie istnieje.
Opony z kolcami to rzeczywistość dla tych, którzy żyją w śnieżnym raju. Ale bądźmy szczerzy: ich zastosowanie jest bardzo ograniczone. Kilka stanów całkowicie je zakazało. Dotyczy to nie tylko Minnesoty i Wisconsin, znanych z śnieżnych zim, ale także Florydy. Hm, OK.
Nawet w stanach, w których opony z kolcami są legalne, mają one ograniczony okres użytkowania. Można z nich korzystać tylko w określonych miesiącach roku. To nie jest pobłażliwość.
Opony zimowe z kolcami i bez kolców
Wiele opon zimowych zalicza się do kategorii „kolcowanych”. To szczególna kategoria. Opony te mają przyczepny wzór bieżnika. Mieszanka gumowa została zaprojektowana tak, aby nie twardnieć na zimno. Pozostaje miękki i nie twardnieje, gdy temperatura gwałtownie spada.
Nie są dostarczane z fabrycznie zamontowanymi kołkami. Konieczna będzie wizyta w sklepie z oponami. Kolce zostaną tam zamontowane za dodatkową opłatą. To nie jest rozwiązanie jednym kliknięciem. Przemierzając zaśnieżoną przełęcz nie można po prostu nacisnąć przycisku. Być może sprzedawca opon pozwoli Ci nacisnąć przycisk na ladzie. Albo coś w tym rodzaju.
Porównania pokazują, że opony zimowe bez kolców zachowują się porównywalnie z oponami z kolcami. Dotyczy to prawie wszystkich zimowych warunków jazdy. Nie niszczą nawierzchni drogi. Jest to znacząca zaleta. Koniec z połamanymi odcinkami asfaltu. Koniec ze skargami sąsiadów na hałas.
Kiedy używać łańcuchów na koła
Następnie mamy szczyt ewolucji technologii adaptacji opon: łańcuchy oponowe. Łańcuchy kablowe i klasyczne łańcuszki zapewniają lepszą przyczepność. Działają na śliskich powierzchniach, gdzie kolce są bezsilne. Naprawdę, naprawdę używasz tych cholernych rzeczy tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne.
Nikt nie jeździ po mieście z łańcuchami po samych mokrych ulicach. To jest absurdalne. Łańcuchy są przeznaczone do pracy w trudnych warunkach: głębokim śniegu, lodzie i ubitym śniegu.
Powtórzę: nie ma rozwiązania „jednym kliknięciem”. Ale jeśli mieszkasz w Kalifornii, możesz znaleźć „kowali łańcuchowych”. Ci goście pełnią służbę w specjalnych miejscach do instalowania łańcuchów. Założyli łańcuchy na twój samochód za mniej więcej tyle, co obiad i napoje dla dwojga.
Siedzą w ciepłych przyczepach. Oni czekają. Obserwują żałosne miejskie słabeusze. To ci sami „weekendowi wojownicy”, którzy wybierają się na wycieczkę w góry. Zatrzymują się, gdy widzą znaki „Wymagane łańcuchy”. Właściwie przestają.
Potem szybko uświadamiają sobie prawdę. Zakładanie nowych, błyszczących łańcuchów wymaga trochę raczkowania. Na oślizgłej warstwie na śniegu. Jest brudno. Jest zimno. To nie jest efektowne.
Być może za dobrą wskazówkę mistrz łańcucha pozwoli ci nacisnąć przycisk. Jeśli dzięki temu poczujesz się chłodniej.


























